
Siedząc wieczorem w domu, po Faktach, ale przed Na Wspólnej poczułem, że czegoś mi brakuje. Po chwili namysłu zrozumiałem, że to coś to piwo. Nie zastanawiałem się długo. Założyłem czarne dżinsy, czarne skarpetki, czarne kowbojki, kurtkę skórzaną, a szyję owinąłem szaro-czarnym szalikiem. Do tylnej kieszeni spodni włożyłem komórkę(przezorny- zawsze ubezpieczony). Zamknąłem za sobą drzwi i zszedłem schodami w dół. Jako że sklep spożywczy mieści się nieopodal mojego bloku, szło mi się bardzo przyjemnie. Mimo, że ciemno, zimno i generalnie, podmiejska gangsterska atmosfera. Po drodze minąłem dwie kobiety w średnim wieku, które pod pretekstem spaceru z ukochanym czworonogiem, wymieniały się niewybrednymi komentarzami na temat „dewotek”. Pod pawilonem handlowym, w którym mieści się ów sklep natknąłem się na dwóch wyrostków, stojących rozkrokiem na schodach. Minąłem ich beznamiętnie. W końcu swobodnie przeglądałem asortyment, trzymając równocześnie niebieski koszyk w prawej ręce. Włożyłem do niego chrupki Twistos o smaku Fromage, gdyż chipsów nie znoszę. Skusiłą mnie tez promocja czekolady Milka, za 2.49. Wersja klasyczna albo Halzenut. Postawiłem na klasykę. Wreszcie mój ulubiony sektor: piwa. Patrząc na rozmaite butelki i puszki, nabrałem ochoty na pikantny smak imbiru, sięgnąłem zatem po Gingersa. Żeby nie było tak słodko – zakupy dopełniłem Carlsbergiem. Udałem się do kasy. Kolejki nie było, a ekspedientka zaskakująco młoda. Być może świeżo po zawodówce, sól tej ziemi. Uczciwie zapłaciłem należną kwotę, lecz zorientowałem się, że czasy darmowych jednorazówek się skończyły. Poprosiłem zatem o „siateczkę”. Za sześć groszy otrzymałem zieloną foliówkę z napisem 100 % oxy-biodegradowalna. Zapakowałem swe zakupy i ruszyłem w stronę miejsca zamieszkania. Pod sklepem już nikt nie stał, zaś kobiety z psami plotkowały dalej. Pod drugą klatką mojego bloku zauważyłem dwóch policjantów w odblaskowych kamizelkach, którzy rozmawiali z dwoma młodzieńcami. Wszedłem do klatki, wspiąłem się po schodach, otworzyłem drzwi i usiadłem przy biurku, skąd piszę mój dziennik.

21 komentarzy:
zainspirowałeś mnie. zakładam różową sukienkę (tzn. nie muszę, gdyż mam ją na sobie), czarny sweter, brązową kurtkę skórzaną, brązowe kowbojki oraz fioletowy beret i udaję się do sklepu. w dłoń ujmuję smycz z przytwierdzonym do niej psem rasy żadnej. mam nadzieję, że nie spotkam wyrostków. u nas też trzeba już prosić o siateczki.
zapomniałam o szaliku. też jest fioletowy. a rękawiczki czarne, skórzane. dziękuję.
zajebiście. a co kupisz?
opowiem, jak wrócę.
Oto moja szalona lista zakupów:
- 2 piwa marki Żywiec, puszkowe
- sucha karma Chappi z chrupiącymi kawałkami wołowiny i kurczaka
- woda mineralna Cisowianka, niegazowana
- chleb tostowy
- papierosy marki PallMall, czerwone
tadaam.
i zaczął padać deszcz.
a chleb tostowy taki z okolicznej piekarni czy markowy?
okolicznej. żadnego lepszego pieczywa nie uświadczyłam o tej porze,a wiem, że jutro z rana nie będzie mi się chciało biec po świeże bułeczki.
rozumiem, że nie zadałeś mi tego pytania na gg, bo chcesz mieć więcej komentów?
tak, bo w przeciwieństwie do ciebie nigdy nie dochodzę do astronomicznej liczby DWUDZIESTUJEDEN komentarzy.
a może byś napisał jakiej płyty słuchałeś spożywając rzeczone piwo przynajmniej? podobno to blogasek muzyczny.
chyba, że teraz będą tu również notki czysto ekshibicjonistyczno-pamiętniczkowe?
pomogę Ci
damianku, tęsknię za tobą!
przepraszam cię za wszystko!
też udałabym się do sklepu, gdyby nie fakt, że znajdujący się tuż obok został zamknięty ze względu na podstępnego właściciela lokalu, pobierającego jakiś złodziejski czynsz od pana sklepikarza. a dalej iść mi się nie chce...
to pójdź do złotych tarasów. kupisz przy okazji jakieś pyszności w marks & spencer.
Pójść nie pójdę, ale mogę pojechać i to METREM :D będą czekoladki dla Parchy, Parcha się nie martwi. kiss
przy okazji mozesz przytulic łupera albo nawet tripelłupera;)
aha, dla tych wszystkich co kochaja dobrze zjesc, burgerking powstaje w zakopiance! dziekuje za uwage.
Damienie, ja też musze kiedyś piwa się napić, bo ta polonistyka mnie zbyt ukulturalniła i obecnie tylko alkoholizuję się z mamą, martini po lampce wieczorem. W ogóle to chyba w drugiej połowie lutego będę w Krakowie, ekhm;)
żeby nie było, że u karu piszę, a tu nie, a brakuje ci już tylko 3 komencików – wy planujecie spać na polu? bo wnioskuję, że te pedały z nashville są dla was wystarczającym argumentem żeby jechać?
jak na razie, dla mnie, jedynym mocnym argumentem jest morze bałtyckie oraz morze alkoholu. jak powiedziała pani dermatolog, krótkie pobyty nad morzem są wskazane. tak, śpimy w namiocie, robimy nocleg "u pijaczki" vol. 3.
wiecej.
Prześlij komentarz