Nowy rok, a wraz z nim pierwsze ogłoszone gwiazdy letnich festynów. Ludzie na laście odchodzą od zmysłów, obrzucając gównem Mikołaja Ziółkowskiego. Biedaka, któremu znowu nie udało się sprowadzić Radiohead do Polski. Myślę, że większą szansę na występ najbardziej oczekiwanego zespołu w Polsce ma krakowskie biuro festiwalowe niż alter art. Ja nie wiem, co się z tym Krakowem dzieje. Ktoś naprawdę wziął sobie do serca stwierdzenie, iż Kraków zdycha. Mając przed oczami zeszłoroczną żenadę pod tytułem Celine Dion w Krakowie, nie wyobrażam sobie drugiego Openera na błoniach. Już widzę te tłumy "krakowskich festiwalowiczów" oglądających koncerty zza ogrodzenia i na drzewach. Nawet największa porażka koncertowa ubiegłego roku - CSF, daje nadzieję na porządny festiwal. Tym razem nie obiecują Raveonettes, ale Stereolab. Jeśli znów zrobią mnie w chuja - przysięgam, zemszczę się. Odnośnie tego "cudu nad Wisłą" to zapraszanie spleśniałych kotletów w postaci CSS czy New Young Pony Club jest co najmniej niesmaczne. Wbrew wszystkiemu, nie zamierzam narzekać na line up Openera. Prawdziwi headlinerzy zostaną ogłoszeni, kiedy bilety zdrożeją. Obstawiam Portishead i Kings Of Leon. Tych ostatnich sobie nawet życzę, a marzę o Cut Copy, M83, The Kills i oczywiście, Raveonettes.
Pozostaje jeszcze Off, który jak zwykle będzie najlepszy. I najtańszy.
Pozostaje jeszcze Off, który jak zwykle będzie najlepszy. I najtańszy.

9 komentarzy:
za cene jednego biletu na zeszloroczna celine mozna by chyba zakupic bilety na wszystkie cztery festy. cieszmy sie, fani tego babiszcza maja gorzej!
równie przejebane mają też fani Antonego.
no ale po chuju na błoniach postawią namiot i nie będzie benedykta
unsound w dupie, wiec cipia kase na france i inne kotlety
cieszymy się w końcu, czy jak?
za bilety na nasze festyny mozna pojechac na pukkelpopa. ale ja czuję patriotyzm lokalny. jaram się. jade na wszystko, ide na wszystko, piechotą będę szła aaaa aaaa, a KoL będą i chuj. bo się zdenerwuję. dobranoc.
Ja się jednak cieszę. I pamiętam czasy, jak kilka lat temu nie dowierzałem, że w Polsce wystąpią White Stripes.
Bo parę lat temu bylismy piękni, młodzi, spragnieni i cieszyliśmy się z byle gówna. Niestety Ziółkowski się nie kapnął, że czasy się zmieniają, muzyka idzie do przodu i już nikt się nie cieszy z kotleta, do którego podrygiwaliśmy 3 lata temu. I jeszcze się dziwi, że ktoś marudzi.
Tak, ale zapraszanie świeżych gwiazdek jak Duffy czy Ting Tings wydaje mi się dobrą taktyką. Jest Coke Live dla gimnazjalistów, jest Selector - opener bis, więc Ziółkowski może sobie zapraszać kogo chce na swój fest. A bilety i tak się sprzedadzą.
No pewnie, bo jesteśmy trochę głupi i będziemy jeżdzić na openera do konca swoich dni, nawet kiedy bedzie wystepowal tylko Kazik. No bo jak można nie pojechać, przecież to opener.
(wbrew pozorom nie jęczę. pojadę, będę się cieszyć i dobrze bawić. ale gdzie to mgmt?)
Ja tam na Ziółkowskiego nie narzekam. Chłop i tak wiele zrobił dla polskiego festiwalownictwa :) I rozważam w tym roku pierwsze uczestnictwo w openerce :) I to nawet jak kurs euro spadnie.
Prześlij komentarz